czwartek, 30 kwietnia 2015

Opowiadanie II - Rozdział I - 2 Listy

Było jeszcze jasno. Zbliżał się wieczór, ale na ulicach wciąż przewijały się tłumy ludzi. Przez otwarte okno w pokoju było słychać krzyki wesołych dzieciaków bawiących się z psami. Pomimo tego wszystkiego, sprzedawcy powoli składali swoje stoiska i licząc pieniądze ładowali resztki towarów do wozów. Wozy nie duże, z drewnianymi skrzyniami zostały zaprzęgnięte w konie. Powoli miasto wyciszało się. Powinno być cicho...
- Co wy tu do cholery jasnej robicie?! - Krzyknęła Lucy patrząc z nienawiścią na Natsu i Happy'ego leżących na jej kanapie. - Mam tego dość, ile można! 
Stała pośrodku swojego salonu, czerwona ze złości na twarzy z pięściami zaciśniętymi na wysokości ud. Nos miała zmarszczony a oczy przymrużone. Jej blond włosy wisiały splecione w warkocz z boku głowy. Opadał on na jej ramię z takim zastygłym wdziękiem, że aż niewiarygodne było, jak wielkie wrażenie można wywrzeć sama fryzurą.
- Nie zrobiłem tego specjalnie. - Natsu z naburmuszoną miną wstał z sofy i podszedł do drzwi. Szalik zwisał mu niedbale z szyi, odsłaniając jego szyje. Spomiędzy rozwiniętego kołnierza widać było wystające obojczyki i lekko opaloną skórę ramion. - Ja tylko zostawiłem u ciebie kiedyś książkę i sobie po nią przyszedłem.
Lucy spojrzała a niego z lekkim rozbawieniem na twarzy. Za dobrze go znała.
- Jak ty książek nie czytasz. - Prychnęła - Fajnie by było, gdybyś jednak mnie nie okłamywał.
- Prawda jest taka że martwiliśmy się o ciebie, Lucy! - Happy musnął ją ogonem po twarzy, żeby złagodniała. - A po za tym to oczywiste, ze chciałaś nas zobaczyć..
- Po 3 dniach z wami mam szczerze dość. Zobaczymy się jutro w gildii. Pa. Żegnajcie. Sayōnara. Auf Wiedersehn! 
- Co z tobą? - burknął Natsu - Myślałem, że sie ucieszysz na nasz widok, a tu taka dupa. Dzięki, Lucy.
Dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem. Stał teraz oparty o framugę drzwi. Przeczesał włosy palcami tak, że jego grzywka odsłaniała teraz całkowicie oczy. Patrzył w sufit udając obrażonego i stukał palcem o klamkę, jakby miał zamiar zaraz wyjść. Wyglądał inaczej. Był zmęczony. Było to bardzo wyraźnie widać. Lekko podkrążone oczy i nie wielka opuchlizna w ich okolicy, świadczyły o braku snu i wymęczeniu fizycznym jak i psychicznym. Zadanie było długie. I trudne. I bolesne. Ale za to dobrze płatne. Większa zapłata była warta paru siniaków, ran czy innych obrażeń. 
Lucy dostrzegła na jego twarzy sztuczny smutek. Uśmiechnęła  się lekko pod nosem.
- Oj no nie gniewaj się, no.. - zaśmiała się. Widząc, że chłopak razem z Happym zainteresowali się jej zmianą nastawienia dodała - Dobrze, mam małą propozycje. Odgrzeje wam jakieś jedzenie, ale potem wracacie do siebie. Osobiście tego dopilnuje. 
- Ha! Wiedziałem, wiedziałem, że sie zgodzi! - Natsu odszedł od drzwi i biorąc przyjaciela pod pachę w podskokach popędził do kuchni chcąc uniknąć dalszej rozmowy z Lucy.
- Czy wy to wszystko zaplanowaliście?! 
***
Gildia Fairy Tail. Chyba nie trzeba jej opisywać. Tłum wesołych biesiadników, wrzawa i wisząca w powietrzu radosna atmosfera. Można by się spodziewać, że i tego dnia pojawi się tam Natsu. To był jego dom, jego rodzina. Tu było jego miejsce. Z resztą nie tylko on. Każdy z członków gildii mógł śmiało stwierdzić, że Fairy Tail jest nie tylko organizacją zbierającą magów, ale też społecznością, w której każdy miał swoje miejsce.
Siedział razem z Romeo przy stole i rysując coś na pergaminie co chwila wybuchali głośnym śmiechem. Nikt nie wiedział z czego się śmiali. Ale Natsu był wesołym człowiekiem, jego śmiech nie był niczym dziwnym.
Do ich stolika podeszła Mira niosąc 2 koperty w dłoniach. Przeciętnego wzrostu dziewczyna z długimi białymi włosami, które opadały jej na barki i spływały dalej, aż do połowy pleców. Lekko podskakiwały za każdym razem kiedy robiła krok. Siostra Lisanny i Elfmana. Ukryty demon. Ale kochana przez wszystkich barmanka Fairy Tail jak i mag klasy S.
- Natsu.. Mam do Lucy dwa listy. Ale jej dzisiaj nie widziałam. Możesz jej je przekazać?
-No... Niby mogę. - powiedział niepewnie biorąc do rąk koperty. - Od kogo są?
- Jeden od.. Jakiejś dziewczyny.. A ten drugi.. Nie mam pojęcia. Nie ma nadawcy.
- Lucy-nee nie ma w gildii? - Romeo spojrzał ze zdziwieniem na Mire - Wydawało mi się, że była tu rano z Wendy-chan.
- Były tu? - spytał Natsu. - W sumie.. Lucy wczoraj wspominała coś o jakichś zakupach.. Czy o jakimś innym wypadzie z Wendy. Powinny wrócić wieczorem, pewnie jeszcze tu wpadną. Wtedy dam jej list. Dzisiaj już dostałem opierdo.. opierdziel o wchodzenie do jej domu bez pozwolenia - szybko poprawił się, czując wzrok Macao na sobie.
__________________
tamam! Mam nadzieje, ze się podoba c:
Akcje rozwiniemy, zobaczycie!
A teraz świętujemy mój powrót i...
https://www.youtube.com/watch?v=rVFRSvG9kbw
Będę się starać teraz pisać kiedy tylko będe miała czas <3
Ciesze się, że jeszcze pare osób zostało i mnie czyta <3
Kocham was wszystkich c:

środa, 29 kwietnia 2015

Powrót.

Witejcie wszyscy!
Czy ktos tu jeszcze o mnie pamięta? 😂
Mam nadzieje ze tak.
Jest godzina 23:58 a ja przed chwila postanowilam odwiedzic starego bloga. Patrze.. A tu ludzie w komentarzach wciaz czekaja na nowe rozdzialy! Niesamowite kochani, kocham was ❤
Zaczynam od nowa pisac. Tak, tu na blogu. O Natsu i Lucy <3
Wybaczcie mi ta nieobecnosc. Koedys sie wyrlumacze, obiecuje.
Wrocilam
O boze
Mam nadzieje ze wciaz, gdzies pomiedzy wirtualnymi kartkami mojego opowiadania, wciaz czekacie, albo pamietacie!
Chodźmy, niech przygoda  z Fairy Tail i NaLu trwa dalej i dalej !
....

czwartek, 28 listopada 2013

Opowiadanie II - Prolog

Wiedziałam, że coś się stanie. To nie było zwykłe przeczucie. To było coś jak wiedza wykuta z książek - pewne i potwierdzone. A jednak jakaś część mnie starała się temu zaprzeczać.
___________________________

Zwyczajny dzień w Fairy Tail. Gildia pogrążona w śmiechach i radosnych śpiewach. Nie obyło się bez bijatyk i sprzeczek, które od wielu lat były codziennością. Gdzieś w kacie Cana popijała alkohol patrząc pogardliwym wzrokiem na Elfmana kłócącego się z innymi mężczyznami. Mira wesoło gawędziła z Lisanną co jakiś czas chichocząc, słysząc groźby brata. Tętniło życiem, jak zwykle z resztą.
Dla innych mógłby to być szok - latające stoły powinny wywoływać przerażenie a nie głośny śmiech.
Ale takie było Fairy Tail.
I magów rzucających meblami trzeba było uznać za całkowicie normalnych.

Lecz nie o Fairy Tail chcę wam teraz opowiedzieć.

Czy zastanawialiście się kiedyś jakie to uczucie być śledzonym?
Średniego wzrostu dziewczyna szybkim krokiem maszerowała w stronę swojego domu. Powinno się jej nie śpieszyć. Kolejna misja zakończona sukcesem, duża zapłata i jeszcze ta satysfakcja. Więc czemu teraz wręcz biegła? Pogoda też nie była zła. Słońce pomimo tego, że chyliło się ku zachodowi, wciaż przygrzewało.
Ludzie, którzy wyglądali przez okna, mierzyli ją zdziwionym spojrzeniem.
Śpieszyła się gdzieś? Miała spotkanie?
Szybko skręciła w małą uliczkę. Przyśpieszyła kroku i teraz już praktycznie biegnąć szukała jak najkrótrzej drogi do domu. Nawet nie wiedziała, jak blisko niego sie znajduje..
Czuła sie śledzona. Wydawało jej się, że między uderzeniami jej obcasów o kamienny chodnik, słyszała czyjeś kroki. Powoli zaczynała się bać. Pęk swoich kluczy zchowany miała głęboko w walizce. Nie miała odwagi nawet zatrzymać się i poszukać ich. Bała się. 
Ile dałaby, żeby był przy niej, któryś z jej niezastąpionych przyjaciół...
Czuła się po prostu bezsilna..
Wybiegła na most nad kanałem. Stąd mogła zobaczyć swój dom. Odetchnęła z ulgą. Miała do pokonania jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów.
Tajemnicze kroki "prześladowcy" stawały się co raz głosniejsze.
Podejrzane.
Straszne.
Boje się...

Ułożyła dłoń na klamce i rozejrzała się dookoła. Nikogo nie było. Kroki ucichły.
Niepewnie odwróciła się, lekajac się jeszcze, że ktoś tu jeszcze był..
I weszła do domu. Zamknęła drzwi na klucz.
Jestem.. bezpieczna..

Powoli, zmęczona weszła do salonu. Nic się nie zmieniło, prócz..

Poczuła znajomy chichot.

- NATSU! HAPPY! WYNOCHA Z MOJEGO DOMU!

____________________________

Hejo ;--;
Powracam z mega krótkim prologiem. :c
Chcę was przeprosić i to strasznie. Nie mogłam, a raczej nie miałam czasu na pisanie nowego rozdziału :c
Ale już powracam! Wszystko załatwione! :3
Sprawa z Marcinem - Moim kuzynem - załatwiona! :3
Od 2 tygodni mieszka z nami :3 Jest świetny :3
Projekt prawie skończony :D Jeszcze drobne poprawki ale jest dobrze ^^"
Tak więc - Spodziewajcie się rozdziału 1 w weekend :D
Trzymajcie się i jeszcze raz was przepraszam :c!

wtorek, 8 października 2013

Rozdział 37 - Koniec.

Lucy wychyliła głowę spod kołdry i zaczęła nasłuchiwać. Ktoś przyszedł... Ktoś znajomy.. Chwila... Pavali?! Zaczęła miotać się po łóżku w poszukiwaniu swoich ciuchów. No przecież gadał z Natsu... A ten w kazdej chwili mógł go wpuścić do mieszkanie, nie myśląc za wiele. Można się było po nim wszystkiego spodziewać...
 Happy spoglądał na nią niewzruszony wisząc w powietrzu.
- Szukasz swoich ubrań? - spytał cicho - Pod łóżkiem leżą.
Dziewczyna spojrzała na przyjaciela zaskoczona po czym włożyła rękę pod łóżko i chwile grzebała. Po chwili wyciągnęła bluzkę. Przerażona spojrzała na przyjaciela.
- Happy, błagam powiedz... Wiesz gdzie reszta..? - szepnęła najciszej jak tylko umiała. Nerwowo rozglądała się po pomieszczeniu szukając zaginionych części garderoby.
- Nie wiem. - wzruszył ramionami - To nie ja rzucałem nimi po całym pokoju. Bluzkę znalazłem na lampie. Nie powiem, ciekawie się bawicie kiedy mnie nie ma.- Dodał oburzony.
- HAPPY! Nie czas teraz na fochy! - Jęknęła Lucy wyskakując z łóżka owinięta w prześcieradło. - Sytuacja nagła i poważna, rozumiesz?!
- Sytuacja nagła i poważna to była wczoraj jak mnie obudziliście... WIESZ JAK GŁOŚNO CHRAPIESZ!? - Exceed usiadł na łóżku spoglądając gniewnie na Blondynkę.
- Jezu.. No przepraszam! - rzuciła od niechcenia podbiegając do szafy z ubraniami i wyciągając pierwsze lepsze ciuchy co jakiś czas wychylała się zza ściany by zobaczyć czy Natsu nadal zajmuje niezapowiedzianego gościa. Pędem pognała do łazienki. Gdy tylko zatrzasnęła za sobą drzwi odetchnęła z ulgą. Udało się.
Spokojna już spojrzała w lustro. Uśmiechnęła się leniwie patrząc na swoje włosy, każdy w inną stronę. Zauważyła małe zadrapania na ramionach na co tylko zachichotała cicho i przejechała po nich palcami, wspominając ciepło dłoni ukochanego. Gdy jednak wzrok zjechał na jej szyję, zbladła.
Włosy dało sie ułożyć, zadrapania dało się ukryć, natomiast to... Pozostawało mieć jej jedynie nadzieje, że nikt nie zwróci szczególnej uwagi na mały "prezencik" od Salamandra.

*

- Cześć Pavali - Powiedział po chwili zamyślenia Natsu, gładząc różowe włosy.
- Natsu? - Zaczął brunet sapiąc ze zmęczenia. - Co z twoim okiem..? Nie mów mi, że oni...
- Aaa..? AAA! Że oko... Jest ok. Znaczy uszkodziłem się bo jacyś goście coś chcieli.. "Przeszłość, zemsta" i takie tam. Nie ciekawie ogółem. A co?
- Słuchaj... Muszę bardzo poważnie pogadać z tobą i Lucy..
- Ze mną i Lucy...? - powtórzył jakby nie był pewny tego co usłyszał.
- To serio poważne...
- Skoro tak mówisz... Wchodź. - Zaprosił. - LUCY MAMY GOŚCIA!
- JAK COŚ JESTEM W ŁAZIENCE! - krzyknęła Lucy. W jej głosie wydawało się czuć nutkę zakłopotania. A może tylko mu się zdawało...?

*

- Więc o co chodzi? - spytała Lucy siadając obok Natsu na kanapie.
Pavali przejechał dłonią po twarzy. Nerwowo spojrzał na filiżanke herbaty, którą podała mu blondynka. Wziął głęboki wdech i zaczął.
- Natsu.. Zaatakowali cie ludzie pragnący zemsty za niejakiego Likoto, zgadza się? - powiedział patrząc prosto w oczy różowowłosego.
- Taa.. - westchną chłopak zakładając dłonie za głową. Wydawał sie średnio zainteresowany tą sprawą. W przeciwieństwie do Lucy..
- Zaraz.. - zaczęła. - skąd ty to wiesz?
Pavali drgną. Spuścił głowę ślepo gapiąc się w ziemie.
- Tak jakby byłem związany z tą sprawą. - mruknął. Zauważył, ze przyjaciółka już chciała mu przerwać więc dodał. - Tak samo jak ty, Lucy.
- J-ja?
- Tak.. Po tym jak ojciec popełnił samobójstwo cała firma upadła. By spłacić długi musieliśmy sprzedać ziemię i dom. Zostaliśmy bez grosza... Moja matka poważnie zachorowała... Potrzebowałem pieniędzy na jej leczenie. Inaczej.. Umarłaby. Musiałem podjąć się jakiejś roboty. Zacząłem szukać najbardziej płatnej pracy czy to w gazetach czy.. gdziekolwiek. I kiedyś ktoś zaproponował mi namierzenie jakiejś dziewczyny. I tu właśnie pojawiasz się ty, Lucy. - przerwał by wziąć głęboki wdech... - Znalazłem cię. Wtedy. W szpitalu. Chciałem dowiedzieć się do czego byłaś im potrzebna. Gdy dowiedziałem się...
- Do czego? - spytał nagle Natsu, który dziwnie spoważniał.
-Mieli fałszywe informacje. - wyjaśnił. - Myśleli, ze to Lucy zabiła Likoto. A tym czasem to byłeś ty, Natsu. Oni dowiedzieli się o tym. Wytłumaczyli mi, że chcą cię zabić. Nie.. Nie mogłem.. Odmówiłem.. Zagrozili zabiciem mojej matki... Zagrozili zabiciem mnie...
- Tak więc by chronić własną dupę... - warkną Natsu ale Lucy przerwała mu.
- Natsu. Poczekaj.. Przecież..
- Nie, Lucy. Natsu ma rację. Zachowałem się egoistycznie. I to jak.. Podałem im namiary na Salamandra, którego tak strasznie chcieli złapać... I... dostałem pieniądze.. Oczywiście kilka razy mniej niż obiecali. Gdy wróciłem do domu, okazało się... że moja matka umarła... dzień przed moim wyjazdem.. - Przerwał i knykciami otarł oczy. Westchną ciężko i dokończył. - I co z tego miałem? - zaśmiał się tępo. - Oszukałem przyjaciół, wydałem ich za marne kilka groszy, które i tak na nic się nie przydało... Marny ze mnie przyjaciel... A tym bardziej człowiek...
Zapadła długa niezręczna i pełna napięcia cisza... Pavali wciąż spoglądał pusto w ziemie jakby wyczekując reakcji przyjaciół, jeżeli mógł ich tak dalej nazywać... Z jednej strony strasznie cieszył się. W końcu to z siebie wydusił... Z drugiej strony... Mógł na zawsze stracić w sumie jedynych ludzi, których miał za bardzo bliskich znajomych... Nie mógł dłużej tego przed nimi ukrywać.. zbyt bardzo obciążało mu to sumienie.
Lucy spojrzała na Natsu. Siedział i patrzył na bruneta. Żadnej emocji na jego twarzy...? Niby tak ale dziewczyna była pewna, że teraz toczy w głowie bój z własnymi myślami.. A ona? Kompletnie ją zamurowało... Może trochę rozumiała Pavaliego. Umierająca matka.. Groźby... To wszystko było takie.. takie.. Jedna jej część wołała o przebaczenie druga zaś rzucała milionami powodów dla których nie powinna tego robić. Czuła się rozdarta. Mogła tak po prostu wybaczyć, po tym co przeżył Natsu..? Czy mogła od tak zapomnieć jak bardzo cierpiała widząc stan ukochanego? Tyle dni w strachu... A Natsu? Czy on mu wybaczy...
- Rozumiem. - usłyszała. A jak się zdziwiła gdy zauważyła, że był to różowowłosy! Uśmiechał się! On się uśmiechał..?! - Nie ma sprawy.
Pavali podniósł głowę i spojrzał wyraźnie zaskoczony.
- C-co? - spytał jakby niedosłyszał. - J-jak to.. NIE MA SPRAWY?
Natsu westchną uśmiechnięty. Wzruszył ramionami i zaśmiał się głupio.
- Sam nie wiem. Jakbym się sterał nie umiem być zły. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego. - powiedział przeczesując palcami włosy. - Miałeś powód, nie?
- N-niby tak ale...
- Nie przejmuj się. - wtrąciła Lucy. - To chyba dobrze, że Natsu ci wybaczył...?
Pavali wstał z fotela i spojrzał na przyjaciół, którzy wciąż siedzieli z uśmiechami na twarzy. NIe rozumiał ich. W końcu wydał Natsu... Oszukał ich... A oni nie byli na niego wściekli..? Dobrze? "Chyba dobrze"? Co to było za głupie pytanie! Pewnie, że dobrze! Wspaniale! Jednak dalej niemiłosiernie kuło go sumienie. Jak mógł ich wcześniej oszukać..?!
- Eeej! Pavali, nie musisz.. płakać... -  zaśmiała się Lucy spoglądając policzki bruneta, po których spływało kilka łez. Chłopak uśmiechną się krzywo i knykciami przetarł mokre oczy.
- H-Hai.

*

- NOSZ CHOLERA JASNA. - Natsu odskoczył od kuchenki przewracając przy tym 2 krzesła. Spojrzał z nienawiścią na tłuszcz skwierczący na patelni. Powoli ponownie podszedł do niej ale widząc jak tłuszcz znowu zaczyna bulgotać szybko odsunął się na bezpieczną odległość (czyt. jakieś 2 metry). Pavali nieustannie dygotał, próbując powstrzymać śmiech, lecz po chwili nie wytrzymał.
- Nie śmiej się. - burknął Natsu trącając patelnie metalową łyżką. - Gotowanie jest straszne. I trudne.
- W-wcale, że nie. - Pavali starał sie opanować przeraźliwy śmiech co.. średnio mu wychodziło. Podszedł do chłopaka i położył dłoń na jego ramieniu. - Patrz. - zaczął. - Zmniejsz gaz to tłuszcz przestanie... się tak zachowywać.
- Łatwo powiedzieć. Za żadne skarby świata nie podejdę do tego diabelstwa...! - mruknął Natsu wycierając dłoń o materiał zielonego fartucha. Jeszcze raz obdarował kuchenkę spojrzeniem pełnym nienawiści co nie umknęło uwadze bruneta. Westchną ciężko i puścił ramię chłopaka.
- Dobra, dobra.. Ja to zrobię. - zaśmiał się podchodząc do kuchenki i zakręcając dopływ gazu. - I już. Widzisz? Nic strasznego.
- Nauka gotowania to cos strasznego.. - jękną zrezygnowany różowowłosy opierając się o blat stołu.
- Jak cały czas żyje się na chińskich zupkach (aut. Mniam *-* XD) albo żarciu z mikrofali to potem nawet usmażenie mielonych staje się wyzwaniem...
- Powiedział Pavali, który CAAAAAAAAAAAAAŁE  życie jadł tylko wykwintne krewetki i bażanty cokolwiek to jest.
- Po pierwsze: bażanty to takie ptaki po drugie: czy ja coś powiedziałem, że jadłem ciągle krewetki?!
- CHŁOPAKI PRZESTAŃCIE BO MI KUCHNIE ROZWALICIE! - Kłótnie przerwała Lucy, która właśnie postanowiła się zdrzemnąć. Jak widać nici z jej wspaniałego planu. Westchnęła tylko i sięgnęła po pamiętnik. Poczyta sobie.

Drogi pamiętniku!
Dzisiaj dołączyłam do gildii! I to nie byle jakiej! Do Fairy Tail! Samej trudno mi w to uwierzyć! Ato wszystko dzięki kolesiowi, którego poznałam w Hargeonie. Ma na imię Natsu i tak samo jak ja jest magiem. Tyle, że on nie posługuje się kluczami, a ogniem. Jest Smoczym Zabójcą. Zaprosił mnie do Fairy Tail. Ma gadająco-latającego kota Happy'ego. Obaj uwielbiają dużo jeść. Aż za dużo. 
Poznałam też wielu innych ludzi: Mire - barmankę w Fairy Tail, Gray'a - mag lodu, który nie wiedzieć czemu wiecznie się rozbiera nie kontrolując tego, Cana'e - dziewczyna, która uwielbia pić, ma niesamowicie mocna głowę, Loki'ego - lekko denerwujący playboy, ale jest ok; i samego mistrza gildii! Jest małym staruszkiem ale potrafi stać się wielki. Dosłownie.
Strasznie mi się tu podoba. Tak bardzo cieszę się, że mogłam dołączyć!
Dziękuje Natsu!
Uśmiechnęła się sama do siebie. Tak. Doskonale pamiętała ten dzień. Dzień kiedy oficjalnie stała się członkiem Fairy Tail.
Przewróciła kilka stron i przeczytała kolejny wpis.

Drogi pamiętniku!
Tak krótko jestem w Fairy Tail, a już stworzyłam drużynę! Z Natsu i Happym! Nawet byliśmy już na naszej pierwszej wspólnej misji. Czy to nie cudowne?

Natsu jest naprawdę silny a Happy bardzo pomocny! Oboje denerwują mnie trochę. Na przykład wkradli się do mojego nowego domu! I to oknem! Oni są tacy.. tacy... poświrowani. Ale i tak bardzo ich lubię...

Nie kończąc czytać wpisu zaczęła kartkować pamiętnik, tak że udało się jej przeczytać tylko niektóre  słówka.

Natsu...
nie chce...
na misji razem z..
Erza jest taka...
wszyscy..
tata...
co raz mocniej zaczynam..
nie rozumiem..
Dlaczego ja zako...
Trudno mi w..
nie mogę...
Wendy i Erza...
mam nadzieję, że..
Chcę mu to...
tak trudno...

Zatrzymała się na ostatnim wpisie.

Drogi pamiętniku.
Natsu długo nie wraca z misji. Mam nadzieję, że nic mu nie jest.

I koniec.
Pomyślała, że dawno nie pisała. Sięgnęła po atrament i pióro. Podrapała się po policzku piórem myśląc jak zacząć pisać. Spojrzała na kalendarzyk stojący obok, na biurku i zamarła. Data jutrzejszego dnia otoczona była czerwonym kółkiem. Patrzyła na nią długo po czym odwracając się na krześle krzyknęła:
- NATSU, CHODŹ TU SZYBKO!
Usłyszała tylko dźwięk tłuczonego szkła, śmiech Pavaliego i przekleństwo Natsu.
- Tak?
Natsu ubrudzony mąką w zielonym fartuchu wszedł do pokoju. Staną obok Lucy i pochylił się nad nią.
- Co jest? - spytał.
- Patrz. - szepnęła Lucy wskazując date w czerwonym kółeczku. - To już jutro...
Natsu spojrzał na blondynkę, która jakby lekko pobladła. Czas zleciał za szybko. O wiele za szybko.
Operacja, która wydawała mu się tak odległą przyszłością.. Miała odbyć się już następnego dnia. Może to i dobrze... Lucy wydawała się co raz bardziej osłabiona... Z drugiej strony... Oboje przeraźliwie bali sie tej operacji...
- Już jutro. - powtórzyła.

*

Stali zniecierpliwieni przed blokiem operacyjnym, spoglądając na drzwi z nadzieję za każdym razem kiedy otwierały się. To trwało stanowczo za długo. Przynajmniej tak im się zdawało.
Erza zestresowana chodziła w te i wewte oglądając po raz kolejny plakaty o zdrowej żywności i "Co zrobić by uchronić swoje dziecko przez przeziębieniem". Sama czuła się przeziębiona dreszcze co chwila, ból głowy i ogromne zmęczenie. Jednak kilkugodzinne chodzenie męczy. Nawet Erze. Cóż.. Zatrzymała się przez stoiskiem z gazetami i sięgnęła po pierwszą lepszą. "Pierwsza pomoc w domu czyli rewelacyjne apteczki zawsze pod ręką!". Dobre i to. Byle choć na chwilę zająć czymś umysł. Czymś innym niż pytaniami "czy wszystko pójdzie dobrze?".
Gray stał oparty o ścianę i ślepo gapił się w ziemie. Czekali już tu nie wiadomo ile na jakąkolwiek wieść o stanie dziewczyny. Zdawał sobie sprawę z poziomu trudności tej operacji. Wiedział, że nie tylko on się denerwuje. Nie tylko Erza, nie tylko Natsu. Ale i wszyscy lekarze uczestniczący w operacji.
Co chwila spoglądał a to na Erze, która swoim dreptaniem zaczynała go wkurzać a to na plakaty, które wręcz wołały do czytelnika o rzucenie nałogów. Miał już dość  czekania. Był strasznie senny. Miał ochotę zasnąć. Choćby na stojąco. ale musiał "czuwać"...
"Dlaczego to tyle trwa?"
Patrząc na Natsu, można by rzec "Zasną!". Siedział nieruchomo z twarzą w rękach już od dobrej godziny, jeśli nie więcej. Minęło przecież już tyle czasu... Czy nie mogliby dostać choćby jednej informacji o stanie dziewczyny?
Martwił się. Cholernie się martwił. Wiedział, że lekarka, która operowała Lucy była doświadczona i ceniona w całym Fiore, ale bał się. I to jak. Zmęczenie dawało o sobie znak, ale cierpliwość, której zostały strzępki wołała o nie zasypianie pod żadnym warunkiem. Będzie tu czekał, choćby operacja miałaby trwać jeszcze dwa dni. Albo i więcej...
Drzwi na sale operacyjną otworzyły się. Cała trójka gwałtownie odwróciła głowy. Zobaczyli wysokiego mężczyznę ubranego w fartuch chirurgiczny. Na szyi zawiązaną miał zieloną maskę. Odchrząknął i spojrzał na trójka zniecierpliwionych magów.
- Więc... - zaczął niepewnie. - Wystąpiły nagłe komplikacje... - na te słowa Natsu zerwał się z krzesła i przerażony spojrzał na lekarza. - Nie, spokojnie, nie jest aż tak źle. Chodzi o to, że operacja może potrwać jeszcze dobrą godzinę... Po prostu pani doktor proponuje wrócenie do domu. Wie jakie to zmęczenie czekać tak długo...
- Ile godzin może to jeszcze potrwać? - spytała Erza  ze zmartwieniem, którego nie dało sie ukryć.
- Myślę... że tak gdzieś.. Nie jestem w stanie podać dokładnie.. Ale przypuszczam, że potrwa to od 3 do 4 godzin. Spokojnie możecie wrócić do domu...
- Ja zostanę. - odezwał się nagle Natsu. Z całej trójki wyglądał na najbardziej zmęczonego... W końcu cienie pod oczami nie biorą się z niczego. W jego głosie dało się jednak usłyszeć determinacje. I to jaką.
Erza spojrzała na niego zaskoczona. W sumie mogła się tego po nim spodziewać...
- Natsu, Lucy jest bezpieczna. Możesz... - zaczęła ale chłopak przerwał jej.
- Zostanę. Spoko, nie jestem zmęczony. - odpowiedział z uśmiechem ale widać było, że odrobinę ściemnia...
Dziewczyna spojrzała na Graya pytającym wzrokiem. Ten tylko wzruszył ramionami jakby chciał powiedzieć "Niech robi co chce". Westchnęła ciężko i zwróciła się do chirurga.
- W takim razie on zostanie a my wrócimy. - uśmiechnęła się lekko po czym dodała. - Natsu nie bądź zły.. Oczy mi się zamykają...
- Spoko, spoko. - odpowiedział chłopak i również uśmiechną się delikatnie.
Erza ziewnęła i żegnając się razem z Grayem wyszli z poczekalni.
- Piętro niżej jest bufet. Może pan sobie zejść tam na kawę czy coś... - zaproponował lekarz wchodząc na blok operacyjny.

Czas dłużył się co raz bardziej. Oddał by wiele, żeby był tu z nim Happy czy nawet Pavali. Ktoś z kim mógłby zamienić parę słów.
Ale cóż... Happy źle się poczuł a i tak by go nie wpuszczono... "Zakaz wprowadzania zwierząt" niżej zaś dopisane markerem "W TYM LATAJĄCYCH KOTÓW"... To się musiało tyczyć ich ostatniego pobytu w szpitalu i stłuczonych przez Happy'ego próbówek...
Pavali pojechał na grób matki. Nie dziwił się mu. Widać nie należał on do osób, które bez najmniejszego problemu przyzwyczajają się do braku bliskiej ci osoby.. Z resztą... Kto by mógł tak szybko pogodzić się ze śmiercią matki..?
Tak. Oni też powiedzieli mu o stanie Lucy. Skoro on przyznał się do zdrady przyjaciół.. jaki był sens ukrywania tego? Prędzej czy później i tak dowiedziałby się...
A on nawet nie zauważył jak zrobił się senny... Nie miał siły opierać się zmęczeniu... I tak po chwili po prostu zasnął.
A obudziła go dopiero pielęgniarka.
- Pan czekał, może na panią Lucy? - spytała nieśmiało gdy knykciami przecierał oczy.
- T-tak.. - ziewnął. - Zaraz. Która godzina? - spytał nagle zaniepokojony.
- Dochodzi 22:00... - kobieta wyciągnęła z kieszeni małą karteczkę i podała chłopakowi. - Pani Lucy leży teraz na sali 238... Jest jeszcze pod wpływem leków usypiających, wiec śpi. Jak się obudzi może być lekko otumaniona...
- Znaczy.. że operacja się już skończ.. JEZU ILE JA SPAŁEM...?! - szybko zerwał się z krzeseł i chwytając karteczkę dodał - A.. gdzie jest sala 238?
- Piętro wyżej.
- Dzięki. - uśmiechnął się lekko i popędził schodami na piętro nie zauważając nawet, że szpital wyposażony jest w windę.
Gdy w biegu zauważył tabliczkę "238 - Sala pooperacyjna" gwałtownie zatrzymał się. Biorąc głęboki wdech nacisną na klamkę i po cichu wszedł do sali.
- Natsu? - usłyszał cichy głos gdy zamykał drzwi. Nie musiał długo zastanawiać się do kogo należał. Podążając w jego kierunku potknął się o kilka rzeczy ale bezpiecznie dotarł do Lucy.
- No cześć. - szepnął nachylając się nad dziewczyną. Odszukał wzrokiem jej czoło i delikatnie musnął je ustami. - Jak tam?
- Dobrze... - odpowiedziała zmęczonym głosem. Mimo to wyglądała dobrze. W przeciwieństwie do niego. - Natsu..? - spytała.
- Tak?
- Ile tu czekałeś?
- Długo. - zaśmiał się. - Od początku do końca. - dodał jakby dumny z siebie.
- Masz wory pod oczami. - zauważyła.
- Że niby ja? Gdzie tam. Zdaje ci się.
- Czemu? - spytała szeptem.
- Co czemu?
- Czemu tak długo czekałeś? Mogłeś iść do domu. Wyglądasz na strasznie zmęczonego...
Chłopak uśmiechnął się lekko i usiadł krawędzi łóżka.
- Na ciebie mogę czekać wieczność. - odpowiedział szeptem na co dziewczyna zarumieniła się.Przez chwile panowała dość krępująca cisza. Ale po co była im rozmowa skoro rozumieli się bez słów? Przerwał ją jednak Natsu.
- Teraz już wszystko będzie dobrze. - podsumował chwytając dziewczynę za rękę. Byli oddzieleni od siebie tylko na kilka godzin a on i tak stęsknił się za nią strasznie.
- Nie jestem pewna.. - zaczęła ochrypłym głosem - Została jeszcze sprawa tych gości. Tych co cię napadli... - powiedziała muskając palcem opatrunek, który Natsu miał na miejscu prawego oka. Wspomniała przykre chwile mocniej ściskając dłoń chłopaka. Nie chciała by to się powtórzyło... Nie zniosłaby kolejnych dni pod wielkim znakiem zapytania...
- Rozmawiałem z Pavalim. - mruknął gładząc dłonią jej dłoń. - Powiedział, że sprawa już jest zgłoszona. Złapano nawet kilka osób...
- Bogu dzięki.. - odetchnęła Lucy uśmiechając się delikatnie. Po chwili dodała przyjemnym szeptem. - Spójrz Natsu... Tak niedawno poznaliśmy się... Pamiętasz? - zaśmiała się z czułością. - A teraz..? Za niedługo oboje staniemy się rodzicami, stworzymy rodzinę Natsu... Taką naszą małą, prywatną drużynę...
- No wiesz... Nie do końca... Brakuje tu czegoś...
- J-jak to?
- Geez... Myślałem, że wyjdzie to jakoś.. bardziej.. czy ja wiem romantycznie? - jękną zrezygnowany. - Nie myślałem o takim miejscu...
- C-co? - Lucy nie bardzo wiedziała o co chodzi różowowłosemu. - O co..-
- Dobra, dobra... bez zbędnych tekstów bo i tak się stresuje - mruknął delikatnie rumieniąc się - Wyjdziesz za mnie? - spytał z uśmiechem.
Blondynka spojrzała na niego oszołomiona. Usiadła na łóżku i wciaż zdziwiona zaczęła przyglądać się chłopakowi.
- Ż-ż-że j-j-ja? - jąkała się. Chłopak spojrzał na nią zrezygnowany po czym jękną:
- Nie, do siebie mówię. Lucy. - dodał uśmiechając się. - Z-znaczy jak nie to po prostu powiedz, do niczego cię nie zmuszam i zrozu... - zaczął ale dziewczyna przerwała mu przytulając go. Na twarzy Natsu pojawił się szeroki uśmiech. - Jak mam zrozumieć tą reakcje?
- Zgadnij. - słabo zaśmiała się. - Wiem, że nie jesteś w tym dobry ale zgadnij.
- Tak...? - spytał nieśmiało.
- N-no oczywiście, głupku! - w jej głosie było słychać wyraźne drżenie. Uniosła głowę i spojrzała na uśmiechniętego Natsu. Do oczu powoli zaczęły napływać jej łzy i poczuła jak kilka z nich spływa po zaróżowionym policzku.
- Wiem... Wolałabyś oświadczyny z kwiatami i pierścionkiem ale.. NO! Po prostu nie mogłem czekać...
- Głupi jesteś. Takie są o wiele lepsze... Lepszych nie mogłam sobie wymarzyć. - Nie kłamała. Szczere to nigdy nie chciała wielkiego i uroczystego oświadczenia się jej. Wolała skromne, z zaskoczenia, spontaniczne a co najważniejsze szczere.
Poczuła jak chłopak delikatnie ociera łzy spływające po jej policzku. Chwycił jej twarz w dłonie i przybliżył do siebie. Zastygli w czułym pocałunku pełnym miłości. Szczerej miłości.


~* Trochę (nie słuchajcie jej :_; - jakieś około 3 tygodnie...) później.*~

- Erza ja naprawdę... - jęknęła Lucy kiedy ciągnięta przez przyjaciółkę po ulicy próbowała uspokoić dziewczynę. - Ja sobie poradzę... Umiem sama chodzić...
- Nie marudź. - nakazała Erza uśmiechając się szeroko.
- To się nakręciła... - mruknęła Cana dotrzymując kroku szkarłatnowłosej. - Teraz to nie dasz rady jej od siebie odczepić.
- Erza-san tu jest jakiś sklep. - zauważyła Wendy, która razem z Carlą i Levy trzymały się troszkę z tyłu gawędząc o poradnikach jakie kupiły.
Erza gwałtownie zatrzymała się przed sklepem "Suknie, sukienki i garnitury na każda okazje!". Omiotła go wzrokiem po czym bez słowa ruszyła w kierunku drzwi. gdy wszystkie weszły do pomieszczenia Erza puściła Lucy i zostawiając blondynkę samą przy przymierzalniach razem z innymi dziewczynami ruszyła w stronę kasy.
- W czym mogę pomóc? - spytała wysoka rudowłosa sprzedawczyni uśmiechając się sympatycznie.
- Potrzebujemy sukni ślubnej dla tej oto dziewczyny. - powiedziała Erza z iskrami w oczach wskazując na Lucy, która rozglądała się po sklepie.
- Zaraz coś znajdziemy.
Rudowłosa podeszła do blondynki z metrem krawieckim i zmierzyła ją praktycznie wszędzie. Lucy stała ciągle z niewyraźną twarzą patrząc na uśmiechnięte przyjaciółki.
Kiedy krawcowa przestała ja mierzyć machnęła kilka razy palcami i z magazynu wyleciało kilka sukni.
- Tak więc to są suknie, które mamy na pani rozmiar. - Proszę przymierzyć i zdecydowac, która będzie dla pani najbardziej odpowiednia.
- Dziękujemy - odrzekły chórkiem wszystkie.
Erza złapała dziewczynę za rękę i zaciągnęła do przymierzalni.
- A teraz przymierz... tą. - mruknęła Cana podając dziewczynie pierwszą sukienkę.
- A potem tą. - zaproponowała Levy wyciągając z dołu inną.
- I tą też. - Erza uśmiechnęła się przebiegle podając Lucy kolejną suknie.
- Bardzo się ciesze, że chcecie mi pomóc ale.. Po co was tu az tyle..? - spytała nieśmiało Lucy.
- Nie marudź. - westchnęła Cana. - Natsu też ma ze sobą niezłą gromadkę.
- Gaajel, Gray, Happy, Elfman, Romeo... - zaczęła wyliczać Levy mrużąc oczy - I Laxus...
- `To też pewnie ma wesoło - zaśmiała się Erza wpychając Lucy do przymierzalni - A teraz przymierzaj.
- Ok, ok.. - westchnęła dziewczyna znikając za bordową zasłoną. To całe zamieszanie.. Czy koniecznie było takie potrzebne? Tu chodziło tylko o kupno sukienki a one zachowywały się tak... Prawda, ona również była strasznie podekscytowana, ale wielogodzinne latanie po sklepach i kupowanie zupełnie nie potrzebnych drobiazgów było dość męczące...
Zadzwoniły dzwoneczki, które powiadomiły sprzedawczynię o przybyciu nowego klienta. Kobieta szybko podeszła do grupki głupio rozglądających się po sklepie mężczyzn.
- W czym mogę pomóc? - spytała z uśmiechem.
- Szukamy garnituru. - odpowiedział jeden z nich.
- Męskiego garnituru - dopowiedział inny.
- Garnitury przeważnie są męskie...
Cana zirytowana spojrzała w ich stronę i zmarszczyła czoło.
- Co wy tu robicie? - spytała zakładając rękę na rękę.
- No zgadnij. - odpowiedział gniewnie Laxus spoglądając w stronę gromadzących się w okół przymierzalni dziewczyn.
- Wypad. To nasz sklep. - dziewczyna zaśmiała się.
- Daruj sobie. - westchną Gray przeglądając marynarki wiszące na wieszakach. - Ma pani garnitury, prawda?
- Oczywiście - odpowiedziała kobieta mierząc Natsu. Machnęła ręką po czym z magazynu wyleciały 4 garnitury. - Proszę przymierzyć.
Natsu natychmiast złapał pierwszy lepszy garnitur i pognał z nim do przymierzalni wpadając na Cane. Kiedy już zasłonił się materiałem Laxus jęknął:
- Tylko pospiesz się. Kupmy ten durny garnitur i wracajmy. Muszę się położyć.
- Tak, tak!
- Erzaaa...? - spytała cicho Lucy wychylając głowę z przymierzalni. - Natsu tu jest?!
- Ta, w kabinie obok. - szkarłatnowłosa zaśmiała się wpychając dziewczynę z powrotem.
- Lucy? - zdziwił się Natsu przestając zapinać guziki marynarki.
- Taak.. - szepnęła Cana po chwili wybuchając śmiechem razem z pozostałymi dziewczynami.

Natsu wyszedł z przymierzalni ubrany w lekko wygnieciony garnitur. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze po czym zrobił minę myśliciela.
- Jest dobry. - podsumował Gajeel przyglądając się chłopakowi. Laxus tylko pokiwał głową.
- Myślicie? - Natsu zwrócił się do reszty chłopaków na co oni zaśmiali się i pokazali kciuki.
- Dobry. - Gray podszedł na chłopaka i położył mu rękę na ramieniu.
- Może spytalibyście się ekspertki? - zaśmiała się Erza wchodząc do przymierzalni Lucy.
Dziewczyna zdziwiona spojrzała na przyjaciółkę, która chwyciła ją na dłoń i próbowała wyciągając ją z kabiny.
- Erza! Czekaj, ja mnie...! - Zaczęła ale siła szkarłatnowłosej  wygrała i w kilka sekund znalazła się przed zasłonką w jeszcze niezapiętej sukience. Wszyscy spojrzeli na nią z szerokimi uśmiechami. Natsu natychmiast obrócił się. Gdy Lucy poczuła na sobie jego wzrok zarumieniła się głęboko. Chłopak tylko uśmiechnął się .
- I jak Lucy? - spytał Gray wciąż stojac za Natsu i palcami wskazując na garnitur.
Dziewczyna pochyliła lekko twarz chcąc zakryć zarumienioną twarz.
- Jezbasznodopnrze... - wyszeptała cicho unikając wzroku przyjaciół. Jezu, czy jemu we wszystkim musiało być tak dobrze? Nawet z opatrunkiem na oku wyglądał tak bardzo...
- Co? - spytał Romeo przekrzywiając głowę w zastanowieniu.
- Jezu, mówi, że jest bardzo dobrze! - zniecierpliwiła się Cana.
- Cieszę się. - Natsu uśmiechną się szeroko. - Ty też wyglądasz super.
- Och.. Bo się wzruszę... - powiedział sarkastycznie udając, że przeciera łze.
- No weź się przymknij... - jęknęła Levy waląc się dłonią w głowę.
- No, no, no. Wyglądacie oboje wspaniale ale teraz wypad do kabin się przebierać. - westchnęła Erza. - Myślę, że wszyscy jesteśmy strasznie zmęczeni...

Ani Lucy ani Natsu nie kłamali. Oboje wyglądali niesamowicie.
A już za niedługo mieli stanąć razem a sukni i garniturze. I razem powiedzieć sobie tak. Tak, na zawsze.
Już wkrótce mieli stworzyć rodzinę. Jedną małą rodzinę noszącą to samo nazwisko. Kochająca się rodzinę. Żyjącą w szczęściu i radości. 
A poznali się przecież tak niedawno. Tak niedawno stworzyli drużynę. 
Połączyło ich Fairy Tail.
Połączyła ich najsilniejsza magia na świecie - miłość.


~*~

KONIEC

~*~

I takim o to WIELCE romantycznym akcentem zakończyliśmy moje pierwsze opowiadanie. ;_________; Moje pierwsze wielce przesłodzone opowiadanie. :___; Dziękuje wszystkim za czytanie go <3 XD Nawet nie wiecie ile znaczyły dla mnie wasze komentarze :3 Naprawdę wielce dziękuje za nie T^T
Jesteście najlepsi ;3
Przepraszam za wszelkie błędy ortograficzne czy jakiekolwiek inne. Przepraszam jeżeli w niektórych momentach zawiodłam was. Przepraszam jeżeli coś wam sie w moim opowiadaniu nie podobało...
I dziękuje wam, ze wytrwaliście do końca <3 Dziękuje wam, dziękuje :333
Już za pare dni spodziewajcie się 1 rozdziału kolejnego opowiadania :3


*Jeżeli chcesz dowiedzieć się dlaczego tak długo nie pisałam czytaj niżej ☟ 

Tak więc. Jestem w 3 gim (TAK WIEM WOW STRASZNIE WOW TAKA PANI GIMNAZJALISTKA WOW).  Nauczyciela cisną nas strasznie. W dodatku ostatnio dostaliśmy ogromny projekt. Mój czas wolny wypełniam nauką i realizowaniem projektu. Tylko od czasu do czasu udaje mi się wyjść z przyjaciółmi. 
Byłam tak przerażona tym wszystkim, że ostro uczyłam się i ogółem wszystko miałam przewalone. Doszła jeszcze sprawa internetu, który na tym zadupiu jest jak diament.
Po za tym (nie wiem czy powinnam o takich rzeczach pisać gdzieś tu - na blogu, w internecie) moja ciocia całkiem nie dawno umarła. Na oczy widziałam ją może ze 2 razy, więc jakoś nie odczuwam tego mega boleśnie... Osierociła 14 letniego chłopaka. (BÓG WIE GDZIE PODZIAŁ SIĘ WUJEK. Nie ma z nim kontaktu od jakichś 5 lat.). Mój tata jest jego chrzestnym. Chcemy bardzo go przyjąć. Ale trzeba pozałatwiać pełno spraw...
(Jest jeszcze dużo mniejszych spraw, ale to już szczegóły ;_;)

Dzięki za wyrozumiałość :3333

To pa :3
ZA NIEDŁUGO KOLEJNE OPOWIADANIE :333





wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 36 - Optymistka

Promienie porannego słońca wypełniały cały pokój. Pojedyncze wiązki światła przedzierały się przej białe zasłony i delikatnie muskały twarze śpiących jeszcze zakochanych. Gdzieś pod łóżkiem głośno chrapał Happy i przez sen machał łapką nad nosem. Zacisną powieki i jękną cicho. Po chwili otworzył oczy. Zaspanym wzrokiem rozglądną się dookoła. Spróbował wstać ale uderzył o deski łóżka i sykną przeciągle z bólu. Masując łapką głowę wyczołgał się i ponownie rozglądną się. Od niechcenia spojrzał na zegarek. 7:04. Ziewną i mruknął sam do siebie.
- Gdzie.. Natsu...? - Podleciał lekko w górę i spojrzał na łóżko.
Lucy przeciągnęła się leniwie. Poczuła jak silne ramie Natsu obejmuje ją w tali. Uśmiechnęła się delikatnie i powoli wtuliła się w rozgrzany tors ukochanego.
- Cześć, Lucy. - usłyszała cichy głos. Tak dobrze jej znany.
- Cześć, Natsu - zamruczała, powoli otwierając oczy. Zauważyła jak różowowłosy uśmiecha się do niej. Przybliżył swoją twarz do jej i delikatnie pocałował ją.
Dziewczyna lekko musnęła palcami jego ramie. Dłonie jej powędrowały w górę po karku, zanurzając się w miękkich różowych włosach.
- Kocham cię, wiesz...? - szepną przytulając Lucy do siebie.
- Co wy robicie?
Lucy szybko spojrzała w górę. Zobaczyła szybującego nad nimi Happy'ego, który uśmiechał się chytrze.
- HAPPY?! - pisnęła odrywając się od chłopaka i zakrywając kołdrą. Natsu spojrzał nieprzytomnym wzrokiem na przyjaciela i spytał:
- Co ty tu robisz? - Lekko przysunął się do blondynki i otulił ją ramieniem.
- Przyszedłem tu z tobą. - mrukną jakby poczuł się urażony.
- Taaaak?
- Tak.
Chłopak westchnął tylko i nerwowo podrapał się po głowie. Dziewczyna spojrzała na niebieskiego przyjaciela i jeszcze mocniej ścisnęła kołdrę.
- A... Czemu... Gdzie wasze ubrania? - spytał Happy jakby nigdy nic i usiadł na brzegu łóżka. Spoglądał na zawstydzonych przyjaciół, którzy teraz stawali się co raz bardziej czerwoni. Zaśmiał się cicho i westchną.
- No tak.. Nie tłumaczcie się. ROZUMIEM.
- Och patrzcie. Happy coś rozumie... - Lucy ukryła twarz w pościeli by nie zaśmiać się głośno. - Nie no, żartuje.. - dodała widząc naburmuszoną minę exceeda.

*

Staną przed dobrze mu znanym budynkiem. Odetchną z ulgą. W końcu go znalazł... Bał się, że może zając mu to całe tygodnie, ale na szczęście mylił się. Dobra załóżmy, że był nawet z siebie dumny.. Jednak obawiał się jednego: że po tym wszystkim, nie będą chcieli go widzieć.. Ale czy wiedzieli, że to on..? 
Może nie powinien.. Ale w końcu zawinił.. 
Tuż przed nim przebiegła mała, roześmiana dziewczynka. Jej czarne warkoczyki wesoło podskakiwały razem z nią. Brunet spojrzał na nią z zaciekawieniem. Była dokładnym przeciwieństwem tego jak teraz się czuł. No ale cóż.. 
I kiedy już miał odwrócić wzrok, spostrzegł jak dziewczynka potknęła się o kamień i upadła, zdzierając sobie kolana do krwi. Chłopak szybko podbiegł do niej i kucnął. Spodziewał się ogromnego wybuchu płaczu, histerii z bólu. 
- Stało się coś? - spytał troskliwie niezbyt wiedząc co ma robić.
Jednak dziewczynka spojrzała na niego tym samym roześmianym spojrzeniem i usiadła na kamieniach na przeciw bruneta. Spojrzała na odrapane dłonie i nogi po czym zaśmiała się.
- Nic, dziękuje. - odpowiedziała obdarzając go ciepłym uśmiechem.
- Na pewno? - zaniepokoił się - Przecież, leci ci krew..
- Ale żyje. - przerwała mu nagle. - Mogło być o wiele gorzej. Mogłam wpaść do rzeki, a ja nie umiem pływać. Albo mogłabym złamać ręke, albo noge.
- Masz bardzo dziwny tok myślenia. - podsumował - Bardzo dziwny jak na małą dziewczynkę.
- Mamusia też mi to mówi. Co to dokładniej oznacza? 
- No że... - zaczął ale właściwie zabrakło mu słów. Jak miał wytłumaczyć kilkuletniej dziewczynce coś czego sam nie rozumiał..?!
- Mamusia też mi często mówi, że jestem wielką optymistką. Co to oznacza? - spytała ponownie bawiąc się końcówkami warkoczyków. 
- No.. Optymista to taki ktoś, kto myśli pozytywnie i na wszystko spogląda z radością i takim myśleniem: Na pewno się uda, trzeba tylko spróbować, a jak nie wyjdzie to próbować dalej... - wytłumaczył starannie dobierając każde słowo.
- No bo tak trzeba. Inaczej od razu ludzie się poddają.. - powiedziała wstając.
- I mówi to kilkuletnia dziewczynka.. - brunet zaśmiał się i również wstał. - Na pewno nic ci nie jest?
- Tak. Dziękuje, proszę pana. - podziękowała z uśmiechem i pobiegła dalej.
- Nie to ja dziękuję.. - mrukną sam do siebie i ponownie spojrzał na budynek. Raz się żyje, nie? Powoli podszedł do drewnianych drzwi i zapukał w nie. "Inaczej od razu ludzie się poddają". Nie. On się nie podda.

*

- Nie no, żartowałam...
- Mam nadzieję. - mruknął niby obrażony Happy i oparł się ścianę. 
Natsu przeciągną się tylko z uśmiechem i przejechał dłonią po włosach. Spojrzał na zegarek i westchną.
- A mogłem jeszcze pospać... - jękną zwiedziony.
- To śpij zapałko. - zaśmiała się Lucy rzucając poduszką w ukochanego.
- A ty razem ze mną. - prychną przyciągając blondynkę do siebie.
Happy tylko pokiwał głową.
- Ach ta młodzież... - westchną i przejechał łapką po twarzy. 
Lucy uśmiechnęła się delikatnie i przeczesała różowe włosy chłopaka.
- Dobry śpioszek, dobry - zaśmiała się przytulając chłopaka. Ten odwzajemnił uścisk i szepną:
- Kocham cię.
- Ciągle to powtarzasz...
- Oczekuje odpowiedzi...
- Ja ciebie też...
Ich chichoty nie zagłuszyły jednak głośnego pukania do drzwi. Natsu zerwał się prawie natychmiast nasłuchując. Po chwili szybko wstał i wciągną na siebie czarne bokserki. Lucy spojrzała w stronę drzwi przerażona i schowała się pod kołdrą.
- Idź otworzyć.. - szepnęła wystawiając głowę.
- Idę, idę...
Staną zaspany przed drzwiami i niechętnie otworzył je. Zobaczył stojącego przed nim bruneta.
Chwila.. Chwila.. Jak on miał na imię.. No niestety, Natsu nie miał pamięci do imion.. A tak...
- Cześć Pavali.
_______________

Tak więc.. To chyba przed ostatni rozdział tego opowiadania. :3
Wróciłam już, sprawa z internetem załatwiona, rodzeństwa nie ma więc spokój :D
No i w końcu ... xD
Nie wiem co mam napisać D: :p
Może tyle wystarczy :D
Dzięki za czytanie tego wszystkiego :3 Cieszę się, że komuś się to podoba ^^
Co do nowych komentarzy dodawanych do starych postów, co do e-maili od was itp...
TAK. Ja doskonale wiem, że akcja toczyła się za szybko, że opowiadanie często było pisane z błędami różnej maści, że to wszystko czasem nie miało sensu.. Tak wiem o tym. Dlatego chcę napisać nowe opowiadanie, które mam nadzieje będzie lepsze. ;___;
tyle. Paaa :3


piątek, 5 lipca 2013

Coś.. CHOLERA.. Przepraszam..

Nawet nie wiem jak mam was przepraszać. Cholernie jestem zła na samą siebie i na dostawce internetu.
Nie mam internetu ze względu...? Totalne pacany, żeby nie powiedzieć gorzej..  Tak więc... Jakiś typek od internetu (WIELKI I BARDZO WAŻNY? ni cholera..) ubzdurał sobie, że mój tata nie zapłacił za internet. Gówno prawda za przeproszeniem. Ale w wielkim skrócie. Załatwiamy teraz miliony spraw co do tej zapłaty itp. No i.. Wiem mogłabym pojechać autobusem do najbliższej kafejki internetowej.. Ale mam praktycznie cały dom na głowie. Matka w sanatorium, ojciec męczy się z tymi kolesiami a ja zajmuje się młodszym bratem i siostrą. Bliźniaki z ADHD.. Nie dosłownie. Ale wiecie.. Ja natomiast latam załatwiać im obóz, na który pojadą gdy ja wrócę z wczasów. Wiem.. wiem.. Jakbym się bardzo postarała to może bym coś wykombinowała..
Naprawdę was przepraszam. Jeżeli tam w Norwegii będzie internet z przyrzekam opublikować rozdział! Tak.. Jest on napisany.. Ale JESTEM TOTALNĄ IDIOTKĄ.. jestem u koleżanki i to pisze.. Mogłam zgrać sobie z mojego komputera na "pendrajwa" i u niej opublikować.. Eh... Może jeszcze zdążę do 10..
Okej. Postaram się znaleźć choć chwile wolnego i pojechać do kafejki internetowej z laptopem i pendrivem i opublikować.,. Tylko nie zabijcie mnie jeżeli tego nie zrobię...
Jest mi naprawdę głupio.. Mam nadzieję, ze rozumiecie.. Przepraszam! :c
Życzę wam udanych wakacji! c:
A JA JAK WRÓCĘ BĘDĘ WAM PISAĆ CODZIENNIE (ewentualnie co 2 dni) NOWY ROZDZIAŁ! PRZYRZEKAM!
Jeszcze raz przepraszam i proszę o wyrozumienie :c

środa, 26 czerwca 2013

Drugi "Pierwszy" raz. rozdział 35

No więc...
Szybko o zakończeniu tego opowiadania i zaczęciu pisania nowego:
Tematyka mam wybraną :p Nie zdradzam szczegółów ale.. Tak. Brawo XD Blog NaLu więc opowiadanie NaLu XD Ale postanowiłam dodać też wątki innych paringów jak np, JeRza.
No ale.. Dalej. Te opowiadanie zakończę przed 10.07 ponieważ wtedy jadę do Norwegii i nie jestem pewna czy będzie tam internet... ._. Wracam gdzieś.. 15 sierpnia więc myślę, że tak niedługo po tym możecie spodziewać się pierwszego rozdziału drugiego opowiadania :3

_________________

- Erza, czemu to zrobiłaś? - Mira usiadła obok popijającej kawę kobiety.
- Jellal popełnił mnóstwo grzechów, za które, fakt - powinien smażyć się teraz w piekle. - odrzekła po chwili zadumy - Jednak wiem, że z całego serca, żałuje popełnionych błędów. Żal i chęć poprawy swojego życia wystarcza mi do przebaczenia mu. Tak wiem, że może wydawać się to ci dziwne.
- Ehh..?! Spodziewałam się coś w stylu "dla miłości wszystko!" czy coś w ten deseń.. - białowłosa westchnęła po czym niewzruszona wstała i wróciła do polerowania blatu. Nawet nie zauważyła jak przyjaciółka zarumieniła się...

*

- Co, co, cooo?! Czy ja dobrze słyszałem?! - Natsu wyleciał z łazienki już całkowicie ubrany. - Jellal..
- Tak. - Happy uśmiechną się szeroko.
- Ale jak..?
- Erza..
- Serio..?
- No taaaak! - jękną zrezygnowany kotek podchodząc do chłopaka.
Dziewczyna spojrzała gdzieś przez okno po czym zaśmiała się.  Przyjaciele spojrzeli na nią zdziwieni. po chwili dosiedli się koło niej na łóżku.
- Ach ta Erza.. - westchnęła Lucy uśmiechając się. - Ona zawsze taka była?
- Odkąd ją poznałem. - Natsu oparł się łokciem o parapet i spojrzał na ukochaną. Wyglądała na zmęczoną. Ale szczęśliwą. Cholera.. Gdyby nie Happy to...
- Natsu, myślisz o czymś zboczonym, prawda? - warknęła Lucy patrząc na chłopaka, który był już teraz całkowicie czerwony.
- W-wcale nie!  Skąd t-te przypuszczenia..! - krzyknął próbując się usprawiedliwić. Jednak jego ton i jąkanie się mówiło samo za siebie. Matko, gdyby ona widziała chociaż część jego myśli... Dzięki Ci Boże, że ona nie umiała czytać w myślach...
- Lucy, a to, że ktoś robi się tak czerwony jak Natsu teraz to źle..? - spytał Happy wskakując na kolana przyjaciółki.
- Zależy.. - mruknęła wciąż spoglądając z ukosa na różowowłosego. -  A co?
- Bo on tak często wygląda jak jesteśmy w domu albo coś..
- Matko jedyna, kocham się w zboczeńcu! - śmiech dziewczyny można było usłyszeć teraz nawet na ulicy.
- Nie jestem zboczony.
- Nieee WCALE.
- No nie!
- No dobrze, dobrze. Ale Happy potwierdzi KTo robi się czerwony jak trochę dłużej pomyśli. Och a może po prostu mózg ci się przegrzał?
- Phi..
- Potwierdzisz Happy? - spytała Lucy ocierając łzy i próbując opanować śmiech. Jednak Exceed chrapał już smacznie. Przez sen otarł łapką oczy po czym przewrócił się na drugi bok. Chrapnął cicho przez co Natsu zaśmiał się i oparł głowę o parapet. Spojrzał na zachmurzone niebo i cicho westchną zrezygnowany:
- Będzie padać.
- Mhm.. - odezwała się po krótkiej zadumie. - No dobra.. Jak chcesz spać to śpij...
- A ty? - spytał z wyraźną troską w głosie. Przybliżył się do niej i objął w tali delikatnie przejeżdżając opuszkami palców w górę i w dół.
- Ja i tak nie zasnę. Jestem.. rozbudzona. - mruknęła modląc się w duchu by chwila ta trwała jak najdłużej. Uwielbiła czuć jego dotyk. Nie ukrywała tego.. No i czuła się trochę.. smutna? Może gdyby Happy nie przyleciał, to w końcu... Nie, Nie, Nie. Nie ma sensu nad tym rozmyślać. Co się stało to się nie odstanie. I tyle.. Chociaż... Trochę żałowała, że tym razem nie udało się... Ale co tam.
Zauważyła, że chłopak zaczął niespokojnie rozglądać się po pokoju. Co jakiś czas nerwowo palcami miętolił swoją koszulkę. Spojrzała na niego ze zdziwieniem. Nagle ten wziął głęboki oddech i zaczął.
- S-słuchaj Lucy... J-ja też żałuję, że się ni-nie udało...
Zaskoczył ją. Prawie natychmiast oblała się szkarłatnym rumieńcem. Zawstydzona chciała ukryć twarz w dłoniach ale jakaś cząstka jej myśli wołała by tego nie robić.
Zerknął na nią ukradkiem. Widząc ją całą czerwoną uśmiechnął się pod nosem i usiadł naprzeciw niej.
- Lubię jak się rumienisz. - dodał już opanowany. Powoli nachylił się nad jej brzuchem i odkrywając go delikatnie pocałował. Lucy uśmiechnęła się lekko i pogłaskała go po głowie, po chwili zjeżdżając na kark.
- Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mówił do mnie "tato" - usłyszała jego dość poważnie brzmiący głos.
- Będziesz się musiał przyzwyczaić, TATUŚKU.
- Może masz rację.. - potwierdził niepewnie. Nagle przypomniał sobie o dość ważnej sprawie. - Ty a pamiętasz kiedy ta cała operacja?
- Pamiętam.. Spokojnie.
Natsu wyprostował się i usiadł naprzeciw Lucy, tak, że właśnie spoglądał w jej piękne czekoladowe tęczówki. Ta delikatnie musnęła palcami opatrunek na oku.
- Wiesz.. Nawet bez oka jesteś...
- Przystojny? - dokończył uśmiechając się szeroko. Spodziewał się bólu po ciosie, który przewidywał lecz nic takiego nie poczuł. Zamiast tego usłyszał:
- No tak. Myślałam nad "pięknym" ale facetowi powinnam powiedzieć "przystojny", nie?
- Dzięki. - szepnął i czule pocałował ją w nos.
- Wiesz.. Nigdy nie pomyślałabym, że taki narwany idiota potrafi być taki delikatny i czuły...
- Kogo nazywasz idiotą..?! - jękną oburzony nadymając policzki.
- Nikogo. Tak jakoś mi się powiedziało.
Natsu spojrzał na nią podejrzliwie po czym burknął niby obrażony.
- Niee wierze ci.
- Jak.. ? Co? Czemu? - spytała udając zaskoczenie.
- Bo jesteś okropnym kłamczuchem. - wystawił język drocząc się.
- Ja ci dam kłamczucha! - syknęła tajemniczo po czym rzuciła się na chłopaka z poduszką przewracając go. On natomiast zaśmiał się krótko i mrukną:
- Poduszką? Przecież to nie boli... - przeczesał powoli palcami jej blond włosy i uśmiechnął się lekko.
- A kto powiedział, że miało boleć? - wykrzywiła usta w figlarny uśmiech.
- Jak się tak uśmiechasz to mam ochotę cię pocałować... - zamruczał po niedługiej chwili.
- To pocałuj.. - szepnęła zachęcająco.

+18 Tak XD Doczekaliście się XD

Natsu uniósł się na łokciach by przybliżyć się do dziewczyny i nieśmiało musnął jej wargi. Lucy jak zwykle niecierpliwa oparła swoje drobne dłonie o jego silne ramiona i pogłębiła namiętny pocałunek. On zaś swoją dłonią przeczesał jej blond włosy, z których przez przypadek ściągną gumkę. Opadły one na jego ramiona. Przyciągnął ją bliżej siebie i ramieniem oplótł w okół talii.
Serce Lucy znacznie przyśpieszyło. Czyżby tym razem uda się im..? Poczuła nagły przypływ przyjemnego ciepła na całym ciele.
Chłopak ostrożnie obrócił ją na plecy i ułożył na łóżku, tak, że teraz to on pochylał się nad nią. Pocałunkami obsypał jej ramiona, obojczyk równocześnie dłonią gładząc jej delikatne ciało. Słysząc ciche westchnienie ukochanej uśmiechną się. Z pocałunkami przeniósł się na jej szyję. Nie śpiesząc się wargami muskał jej gładką skórę, od czasu do czasu  przejeżdżając po niej językiem co wywoływało u niej przyjemne dreszcze. Poczuł jak jej dłonie powoli zjeżdżają z jego ramion i nieśpiesznie rozpinają guziki w jego koszulce.  Czyżby pragnęła go teraz tak bardzo jak on ją..? Chciał mieć ją dla siebie, chciał aby w tym momencie ona zatraciła się w jego dotyku, zapachu jak on w niej. Pragnął jej. Całym sercem i duszą. Pragnął by ich serca biły wspólnym rytmem, by nic prócz nich w tej nie istniało.
Po krótkiej chwili jego koszulka jak i jej koszula nocna leżały gdzieś na podłodze koło łóżka. Powoli przytulił ja do siebie  dłonią starając wyczuć zapięcie od stanika. Gdy w końcu znalazł je zaczął siłować się z nim, ale za żadne skarby świata nie umiał rozpiąć go. Zniecierpliwiona Lucy oderwała się na chwilę od niego i po kilku sekundach stanik zsuną się z niej.
- Tak to się robi niezdaro - westchnęła uśmiechając się.
Natsu odwzajemnił uśmiech i ponownie przyciągną ukochaną do siebie. Twarz zanurzył w jej pięknych blondwłosach. Dłońmi natomiast delikatnie jeździł po jej ciele. Wreszcie jedna dłoń natrafiła na pierś dziewczyny. Chwycił ją i delikatnie zaczął pieścić.
Lucy jęknęła cicho. Ramionami oplotła go w okół szyi i mocno ścisnęła palcami jego łopatki.
Jego ruchy stawały się co raz szybsze i pewniejsze a oddech blondynki co raz bardziej przyśpieszony.
Drugą dłonią  zjechał niżej. Opuszkami palców musnął jej bieliznę. Uśmiechną się pod nosem. Nie czując oporu powoli zsunął ją i wyrzucił na podłogę.
Lucy nie pozostała mu dłużna. Rękami powoli przejechała po jego torsie w dół. Chwyciła pasek od spodni i nieśpiesznie go odpięła. Gdy przypadkiem przejechała po twardej wypukłości w jego spodniach, zaczerwieniła się cała i spojrzała na Natsu. Ten uśmiechną się do niej i powoli ułożył na łóżku.
- Natsu..? - zaczęła nieśmiało nie odrywając wzroku od niego wzroku.
- Tak? - szepnął trącając nosem jej włosy.
- C-czy w razie czego m-mogę ścisnąć cię za rękę..? - spytała chwytając ukochanego za nadgarstek. Ten spojrzał w jej lekko przerażone oczy po czym nachylił się nad nią i czule pocałował w czoło.
- Oczywiście. - westchną uśmiechnięty. - Nie ma czego się bać. Spokojnie.
Dziewczyna pokiwała głową i niepewnie uśmiechnęła się. Poczuła jak chłopak składa wilgotne pocałunki na jej szyi po czym powoli przechodzi w górę, w stronę ust. Delikatnie przejechał dłonią po jej tali. Kątem oka zobaczył jak uśmiecha się. Musnęła palcami jego policzek i nieśmiało pocałowała go w obojczyk.
Natsu lekko uniósł się na łokciach i ponownie spojrzał w jej oczy, tym razem szczęśliwe i pełne radości. Pochylił się na nią i obdarował namiętnym, głębokim pocałunkiem.
Nie wyczuwając oporu z jej strony, zdecydowanym ruchem wsunął się w nią.  Lucy czując go w sobie jęknęła głośno. Nie kontrolując swoich ruchów mocno ścisnęła jego za nadgarstek. Ten czując jej uścisk lekko przestraszony przestał poruszać się po czym nachylił się nad ukochaną i z troską szepnął
- Lucy, jak się czujesz..?
- Wspaniale... - westchnęła szybko oddychając.
Zadowolony z siebie zaczął kontynuować przerwaną czynność. Poczuł jej jego serce nagle zaczyna przyśpieszać. Jego ruchy stały się bardziej pewne, zdecydowane... A jęki rozkoszy Lucy coraz głośniejsze. Nie krępowała się już. Bo po co? Istnieli teraz tylko oni we dwoje.
- Natsu..! - jęknęła wyginając ciało w lekki łuk. Paznokciami przeorała skórę na jego plecach i mocno zacisnęła palce. Poczuła jak ogarnia ją ogromne ciepło i przyjemny lekki paraliż.
Chłopak wykończony resztkami sił powstrzymał się od padnięcia wprost na Lucy. Powoli ułożył się obok niej oddychając szybko. Dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Obrócił się na bok tak, że spoglądał teraz na jej radosną twarz.
- Kocham cię. - szepną przytulając ją do siebie i otulając kołdrą.
- Ja też cię kocham.